Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Siedziałem na chodniku, a przysiadłeś się do mnie

06.12.2017 Staworowski Bronisław

Każdy z nas niejednokrotnie mijał ludzi bezdomnych, kloszardów, którzy często siedzą smutni i bez wyrazu. Wielu z nas widzi ich na co dzień. Stanowią element wypełnienia krajobrazu, którego nawet nie dostrzegamy. Co widzisz na tym zdjęciu? 

Pokazałem je kilku osobom. Najbardziej zaskoczyły mnie reakcje typu: „O, Starbucks!”. Widoczny na zdjęciu gołąb dostrzegł chyba więcej.

Przed laty, jako taka przemieszczająca się cząstka krajobrazu, pokonywałem jedną z ulic nieopodal krakowskiego Rynku. Kątem oka spojrzałem na kloszarda, jakich w tym rejonie wielu, siedzącego pod ścianą budynku. Poczułem presję, aby przysiąść się do niego. Cofnąłem się, pozdrowiłem go i zapytałem: Czy mogę? Zgodził się, więc przycupnąłem, chyba na fragmencie schodów prowadzących do kamienicy. Zaczęliśmy rozmawiać. Nie pamiętam o czym. Pamiętam natomiast, że ów biedny, stary, zapuszczony człowiek był dość inteligentny. I to on prowadził rozmowę. Nie ja. Pod koniec spotkania, przed pożegnaniem, kiedy już miałem wracać do klasztoru, wspomniałem, że niestety nie mam niczego, co mógłbym mu dać. Ani grosza, ani kanapki. Uśmiechnął się i powiedział, że od trzech dni z nikim nie rozmawiał i za to mi podziękował. A siedział w samym centrum zatłoczonego, kulturalnego i królewskiego Krakowa. Podziękował za tę chwilę poświęconą rozmowie, która dla niego była równie cenna, jak złotówki wrzucone do wystawionej czapki.

Tacy ludzie nie pytają czego od nich chcesz? Zwykle zachowują się tak, jakby na ciebie czekali. Czasem dzielę się z nimi niedzielnym, weselnym czy świątecznym ciastem lub podróżną wyprawką w plastykowym pudełku. Najczęściej wieczorem przy dworcu, gdzie łatwo ich wytropić. Zdziwiło mnie, że wśród nich jest wielu młodych, ledwo wyrosłych z dzieciństwa. Aż trudno uwierzyć, że w naszym społeczeństwie można być bezdomnym niemal od dzieciństwa. A jeszcze trudniej w to, że takich właśnie szczególnie kocha Chrystus. Co więcej, chce abyśmy w nich widzieli Jego samego. Zbawiciela. Emmanuela. Czy można być wobec tych ludzi obojętnym?

Najbardziej paraliżujące jest pytanie, które zadajemy sobie sami: „O czym z takim rozmawiać?”.

Nie daj się spłoszyć. Zatrzymaj się, przywitaj, a reszta przyjdzie sama. Przecież napisane jest: „Nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić …” (Mt 10, Mk 13).

Stałem na szkolnym korytarzu z opuszczoną głową, a podszedłeś do mnie.

Nie mogłem poskładać myśli na lekcji, a uciszyłeś śmiejących się ze mnie.

Powierzyłem ci moją tajemnicę, a zachowałeś ją dla siebie.

Popełniłem błąd, a podałeś mi przebaczającą dłoń.

Do dyskusji zapraszam na mój profil na fb.

o. Bronisław Staworowski



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij